Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
liceum
jakies 3 lata temu wyobrażałam sobie jako coś wpsanialego... bede licealistka było tak ważnym dla mnie stwierdzeniem, że po prostu szok... tak bardzo się cieszyłam... wierzyłam, że moje życie diametralnie się zmieni... wszytsko było idealne, klasa była zgrana, uczniowie byli najlepszymi przyjaciółmi, nauczyciele byli wymagający, ale cudowni... i był też On w moich snach.
tak bardzo sie cieszyłam, że idzie ze mną moja przyjaciółka [przynajmniej wtedy tak o niej myślałam], że razem przejdziemy przez początkowe trudy szkoły średniej.
tymczasem dziś z perspektywy czasu stwierdzam, że im bliżej końca to tym bardziej nie moge znieść szkoły, nauczycieli, ludzi z klasy i mojej "przyjaciółki"...
jestem ambitna. nie jakiś tam kujon, sztywniak czy coś. tak po prostu wewnetrzenie ambitna. nie ma co ukrywać. podstawówka była tego dobrym, przykładem. okres gimnazjum to było oglądanie się za chłopakami. to wtedy diametralnie średnia z normalnie 4,9 spadła do 4,0 w pierwszym roku... pierwsze sznyty. o tak należało mi się. no ale jakos wybrnełam na koniec z 4,6. do liceum się dostałam sama. a jakie było moje zdziwienie, że moglam sie nie dostać. uważałam, że mi się należy miejsce w tej szkole. a jednak nie traktowali mnie jak kogos wyjątkowego. miałam wystarczająca ilość punktów to się dostałam... okres liceum chce zakończyć ze średnią powyzej 4, mature zdac tak aby sie dostac na studia dzienne panstwowe... ups zeszłam z tematu ;)
klasa nie zgrała sie tak jak oczekiwałam, uczniowie? każdy sobie rzepke skrobie... nauczyciele? tylko jeden się udał - polonistka naprawde bardzo mądra babka, ją lubie, bedzie mi jej brakowac. a On, ten wymarzony ? było kilku... z reguły to oni olali mnie, jednego olałam ja, załuje ale co z tego... niby co mam podejsc i pow przepraszam, ze sie wtedy nie odezwałam?.. bez sensu. musze wypic teraz to piwko. z lekcji wyciagnąć wniosek, wstać i odejść w swoją strone.
ja nie mam przyjaciół. mam znajomych, niektórych to bardzo dobrych znajomych. ale przyjaciół? nie, nie mam. nie umiem się przyjaźnić. tzn zawsze wydawało mi się, że w przyjaźni obie storny msuza chciec, niczym w miłości, prawda? a sie dowiedziałam ostatnio, tzn. dano mi do zrozumienia, że po 2 latach znajomości to ja powinnam cały czas zabiegać o względy przyjaciół? sory ale to nie dla mnie. wole wysiąść i iść sama przez życie. zresztą zdaje sobie sprawe, że po liceum wszystko sie zmieni, będzie niczym polonez, najpierw próby, uczenie się wpólne, wspólne śmiechy aż wkońcu nastąpi moment kuminacyjny. już nie będzie prób. będzie po prostu ostatni raz. i na koniec podziekujemy sobie za wspólnie spędzony czas i odejdziemy w przeciwnych kierunkach.